Nie biorę udziału w InkTober 2020

Nie biorę udziału w InkTober 2020


Zaczynając od początku... 

Czym jest InkTober?

InkTober jest to wyzwanie artystyczne, zapoczątkowane przez Jake'a Parkera, polegające na codziennym malowaniu tuszem przez okres miesiąca październik. Po raz pierwszy odbyło się ono w 2009 roku. Od tego czasu zasięgi InkTober'a znacząco rozrosły się. Wyzwanie zaczęło być wykonywane przez wielu - zarówno tych mniejszych, jak i większych - artystów, aż wreszcie stało się prawdopodobnie najpopularniejszym miesięcznym wyzwaniem malunkowym, o którym pierwsze wzmianki pojawiają się już parę miesięcy przed jego rozpoczęciem.

Ja swoją przygodę z InkTober rozpoczęłam w roku 2017 i - z mniejszym bądź większym sukcesem - brałam w nim udział również w następnych latach. Osobiście uważałam to za świetną zabawę oraz możliwość podszkolenia się w pracy z tuszem, który raczej nie był pierwszym narzędziem, po które sięgałam przez resztę roku. Tym razem miało być podobnie, cieszyłam się na nadejście października, który zawsze dostarcza mi wiele inspiracji, jednak około miesiąc temu zaczęłam dostrzegać pierwsze próby bojkotowania InkTober'a. Z biegiem czasu zjawisko wzrosło w sile i informacje, że dani artyście nie biorą udziału w tym wyzwaniu zalały Instagram.


2017

Przed 2017 (prawdopodobnie) nie było większych kontrowersji wokół Jake'a Parkera, jednak we wrześniu owego roku na Instagramie artysty ukazał się Tweet z odpowiedzią na pytanie: czy mogę tworzyć digitalowo w ramach InkTober?. Odpowiedź brzmiała:

[Oryginał] The spirit of inktober is self improvement, and there is no better way to master your craft than to draw without safety net. Working digitally usually means using control Z a bunch so you get your line just right, and that can enable someone to develop bad drawing habit. There's no feeling like making pernamet line and knowing you can't change it without consequence. I think that's how you improve and get better, because every ink line that's put down on your paper forces you to think, commit, and adapt. No one is going to stop you from doing Inktober on your iPad, just know that you're missing out on the FULL experience of Inktober.

[Tłumaczenie] Duchem Inktober'a jest samodoskonalenie i nie ma lepszego sposobu na opanowanie swojego rzemiosła niż rysowanie bez "siatki bezpieczeństwa". Pracowanie cyfrowo zazwyczaj oznacza używanie Ctrl + Z, aby uzyskać właściwą linię, a to może prowadzić do rozwinięcia złego nawyku rysowania. [Tworząc digitalowo] nie masz odczucia, że tworzysz coś permanentnego i świadomości, że nie można zmienić linii bez konsekwencji. Myślę, że w ten sposób się poprawiasz i stajesz się lepszy, ponieważ każda linia wykonana odręcznie, zapisana na twoim papierze zmusza cię do myślenia, zaangażowania i przystosowania się. Nikt nie powstrzyma Cię przed tworzeniem Inktober na iPadzie, po prostu wiedz, że tracisz PEŁNE doświadczenie InkTober.

Jest to odpowiedź dosyć mocna, kiedy twoje wyzwanie wykonują tysiące osób na całym świecie, jednak w moim odczuciu jest to opinia, do  której autor ma po prostu prawo. W związku z przytoczonym Tweetem pojawił się również zarzut, że Jake Parker blokuje możliwość brania udziału w wyzwaniu osobom niepełnosprawnym, które mogą tworzyć jedynie digitalowo. Moim zdaniem jest to oskarżenie wysunięte trochę za daleko. 

Ciekawiej jednak zrobiło się, kiedy we współpracy z Audodesk Sketchbook Jake Paul wydał... komplet pędzli digitalowych. Hipokryzja?

Koniec końców, 2017 był relatywnie spokojny.


2019

W 2019 - 10 lat po rozpoczęciu wyzwania - InkTober stał się znakiem towarowym należącym do Jake Parkera, a z artystami, którzy uprzednio wydali ArtBooki z pracami, które wykonane były w idei wyzwania, zaczęli kontaktować się prawnicy Parkera. Wcześniej, kiedy nazwa InkTober nie była zastrzeżona, było to całkowicie legalne i akceptowane. Ponadto trudno ukryć, że siła wyzwania jest równomierna do tego, ile osób bierze w nim udział. Mimo, że rozpoczęte przez jedną osobę, było rozwijane i budowane przez ogromną społeczność. Gdyby InkTober był znakiem towarowym od samego początku, prawdopodobnie nie zdobyłby takiego rozgłosu. Zastrzeżenie go po 10 latach zostało odebrane jako chamska próba spieniężenia wkładu innych artystów.

Jake Parker tłumaczył sprawę z e-mailami od prawników jako wynik nieporozumienia. Mówił, że zastrzegł nazwę, aby móc wprowadzić na rynek własne produkty sygnowane właśnie tym wyzwaniem. Więcej o nowych zasadach publikacji ArtBook'ów napisał na swojej stronie. Są one dosyć pokrętne i wprowadziły sporo zamieszania. Nikt nie chce przecież zostać pozwany za sprzedaż swoich własnych prac, prawda?


2020

InkTober drama
Jake Parker zapowiedział premierę swojej książki Inktober All Year Long: Your Indispensable Guide to Drawing with Ink. Na jego social mediach ukazały się pojedyncze przebitki ukazujące wnętrze wydania. Alphonsowi Dunn udało się na nich rozpoznać... treści z jego własnej książki Pen and Ink Drawing. Książka Jake'a Parkera jest zarówno sformatowana, uporządkowana, zorganizowana, jak i zapożycza całe frazy/przykłady użyte w książce Alphonso w sposób, który wielu uważa za niezaprzeczalny dowód plagiatu. Co więcej, niektóre prace Parkera nie pasują do rad, których udziela w Inktober All Year Long. Książka nie została jeszcze wydana, a więc całkowite potwierdzenie lub zaprzeczenie plagiatu jest niemożliwe. Alphonso Dunn jest artystą, którego prace mają spory zasięg (662 tyś. subskrybentów na kanale YouTube), dlatego zachęca się mniejszych artystów, aby zapoznali się z wcześniejszymi treściami Parkera, czy ich twórczoć również nie została... zapożyczona.

Film Alphonso Dunn.


Alternatywy

W związku z zaistniałą sytuacją, w oczekiwaniu na wydanie książki Parkera (które zostało wstrzymane) wielu artystów szuka alternatywy dla InkTober, które nadal będzie miało w sobie ducha wyzwania, a które w żaden sposób nie będzie wspierało artysty, którego rzetelność została mocno zachwiana. Jednymi z najpopularniejszych i najczęściej używanych z pewnością są listy takie jak Goretober, Drawlloween, Drawtomber, Kinktober... dodatkowo w tym roku swoją własną listę wydała grupa polskich artystek (@timidite.art, @karo.stopyra, @piotrowskarolina, @devangari.art, @olsikowa, @wlasart, @pigmentovo_art, @oczami.patki, @lubtiny) - Tuszitam.

Serdecznie zapraszam Was do zapoznania się z różnymi propozycjami i wybrania tej, która najbardziej Wam odpowiada. Wiele innych można znaleźć pod #promptlist na Instagramie.
Wyzwania tego typu pobudzają naszą kreatywność i pozwalają nam wyjść ze strefy komfortu. Jeśli planujecie podjąć się wyzwania, możecie napisać o tym w komentarzu. Ja na pewno będę starała się coś zadziałać. Rezultaty moich zmagań będę publikować na Instagramie.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru,

Jula de Baden-Durlach

Letnie sumy pospolite (czerwiec-sierpień)

Letnie sumy pospolite (czerwiec-sierpień)


Z dnia na dzień Słońce chyli się ku zachodowi coraz wcześniej, jabłka dojrzewają, a trawa straciła swój soczysty blask, przyoblekając się w cieplejsze odcienie. Lato dobiega końca, by jesień mogła przygotować nas na długie noce pod zmarznięty niebem...

Zaledwie dwa tygodnie temu rozpoczął się nowy rok szkolny, a już jestem w stanie odczuć, jak kolejne - przecież tak cenne - godziny uciekają mi przez palce, w tym samym czasie musząc wybierać pomiędzy zadaniami pierwszorzędnymi i pierwszorzędniejszymi. To niematerialne paliwo, które zachęcało mnie do robienia czegokolwiek, jakby nagle skończyło się. Nawet podczas przerw na przyjemności, coś z tyłu głowy podpowiada mi, że nie mogę w spokoju odpocząć, kiedy kolejne zadania czekają, a deadline się zbliża. Pomimo tego wszystkiego czuję, jakby moja głowa była otwarta jak nigdy wcześniej, dlatego wracam z sumami, których formę chciałabym zmienić.

Chciałabym, aby była to swojego rodzaju seria, która - jak dotychczas - pojawiałaby się cyklicznie co miesiąc bądź parę, ale w której - w ramach ulubieńców - mogłabym polecić, skomentować Waszą twórczość, licząc na to, że ktoś z czytelników Surykatur również mógłby się nią zainteresować. Jeżeli piszesz, robisz zdjęcia, rysujesz, śpiewasz, tańczysz... robisz cokolwiek, czym chciałbyś się podzielić, napisz o tym w komentarzu pod tym postem, bądź jak wolisz - na maila drzdrzazga@gmail.com. Mam nadzieję, że taka forma okaże się dla Was ciekawa.

Tymczasem przejdźmy do klasycznych

letnich sumów pospolitych.


Surykatury

Sport: rower

Przełomem lipca i sierpnia, po ponad dwóch latach niemożności jeżdżenia na rowerze, kupiliśmy jeden. O wspólnych przejażdżkach nie nie ma jeszcze mowy, ale miło raz na jakiś czas wsiąść na rower i oderwać się od tego wszystkiego, co nas otacza, co mąci nasze myśli. Zawsze, gdy jeżdżę, towarzyszy mi niesamowite uczucie niezależności, powiedziałabym nawet, że swojego rodzaju wolności. Jest naprawdę miło. Nie ważny jest dla mnie cel czy dystans. Gdy się zmęczę, zawsze mogę wrócić, jednak mogę się pochwalić, że moim dotychczasowym rekordem i niejako powodem do dumy są okrągłe 64 kilometry (i liczne poparzenia słoneczne), będące moją pierwszą aktywnością po półrocznym, kwarantannowym odpoczynku.

Nigdy nie lubiłam sportu, bezsprzecznie jestem po prostu nie sprawna fizycznie i wiem, że jest to opis wielu młodych ludzi. Teraz, po pół roku zamknięcia w domu, po pół roku bez dojazdów i powrotów do szkoły, bez lekcji wychowania fizycznego, widzę jak ważny jest ruch. Jakikolwiek. Dlatego zachęcam Was do znalezienia jakiejś aktywności, której wykonywanie sprawi Wam przyjemność. Wydaje mi się, że uniwersalną opcją może być właśnie rower. Nie jest on tak bardzo męczący, jak np. bieganie i dużej części społeczeństwa może sprawić on po prostu radość. W wielu miejscach rower można wypożyczyć w specjalnych punktach, chociaż pożyczenie go od znajomego również wydaje się być dobrym pomysłem. Ważne jednak jest zwrócenie uwagi na prawidłowe ustawienie siodełka, kierownicy i w miarę możliwości, dobranie odpowiedniej ramy. Podwyższy to nasz komfort oraz będziemy w stanie przejechać większy dystans, nie męcząc się.

Muzyka: Wintersun

Muzyka stanowi dla mnie odpoczynek od rzeczywistości, którego żadnym innym medium zastąpić nie potrafię. Światy te nieustannie przeplatają się, a wciąż są tak od siebie tak odległe. Jeżeli zaglądacie na Surykatury dosyć regularnie, a przynajmniej nie po raz pierwszy, być może mogliście zauważyć, w jakich gatunkach gustuję. Moim pewnego rodzaju dyskomfortem jest to, że nie znam nikogo, kto podzielałby moją pasję do tego typu brzmień, dlatego moje odkrywanie nowych nurtów, wykonawców jest dosyć mozolne.

Wintersun słyszałam już dawno, a o Jarim Mäenpää - wokaliście i gitarzyście tego zespołu wspominałam nawet na blogu przy okazji tego wpisu. Parę razy zabierałam się za przesłuchanie choć paru utworów, ale niesamowicie zniechęcał mnie ich czas trwania (przeciętny trwa około 10 minut) i Beyond The Dark Sun, które poszło na pierwszy ogień, a które mnie nie zachwyciło. Jest przeciętne. Po odleżakowaniu, wróciłam do Wintersun początkiem sierpnia i się absolutnie zakochałam.

Wintersun

Wintersun jest fińskim zespołem założonym w Helsinkach w 2004 roku. Gra muzykę na pograniczu melodic, symphonic, viking i death metalu. Początkowo był to projekt jedynie Jariego Mäenpää, który samodzielnie skomponował i nagrał pierwszą płytę - WintersunWspomagany był jedynie przez perkusistę, Kaia Hahto. Następnie, w 2012 roku - już wraz z zespołem - została wydana płyta Time I, która urzekła swoim brzmieniem i do dziś uznawana jest za najlepszy twór formacji. W 2017 roku wydany został album The Forest Seasons, który osiągnął pierwsze miejsce w The Official Finnish Charts i drugie w zestawieniu Top Heatseekers (w przypadku poprzedniej płyty były to kolejno miejsce 2. i 4.), jednak nie jest on już tak szanowany jak swój poprzednik.

Serdecznie zachęcam do przesłuchania. Myślę, że najlepszym doznaniem byłoby przesłuchanie właśnie płyty Time I, jednak podam tutaj również kilka co ciekawszych utworów:


Muminki

Tak, Muminki.

Kojarzę ten tytuł, jak zapewne większość, z dzieciństwa, jednak z Muminkami poznałam się nieco bliżej dopiero w ostatnich miesiącach. Jestem absolutnie zauroczona zarówno książkami Tove Jansson, jak i adaptacją filmową koprodukcji japońsko-fińsko-holendersko-francuskiej (czyli tą najbardziej znaną, innych jeszcze nie miałam okazji poznać). Niesamowicie podoba mi się magiczna wręcz Dolina Muminków, wspaniale wykreowane postacie oraz klimat, który na myśl przywodzi mi piękne, pełne życia i przyrody pola Finlandii. Daje on swojego rodzaju wewnętrzny spokój, harmonię. Koi.

Już za niedługo, za niecały miesiąc premierę będzie miał film Tove będący biografią autorki Muminków. Zamierzam się na niego wybrać do kina i napisać nieco więcej o roli, jaką odegrały (a być może nadal odgrywają) te urocze trolle.
Być może słyszeliście już o tej produkcji. Planujecie się  na nią zapoznać?

Muminki Tove
Kadr z serialu Muminki.


Namiastka minimalizmu

Nieco trudno pisać mi o minimaliźmie, kiedy nadal mieszkam z rodzicami i tak naprawdę nie mam wpływu na to, co kupują, jednak teraz, gdy idę na zakupy, patrzę na wszelkie produkty z nieco większego dystansu. Zastanawiam się czy ten przedmiot, który chcę zakupić na pewno jest mi potrzebny. Dzięki temu zaoszczędzam, nieco mniej przyczyniam się do zanieczyszczania się naszej planety, a przede wszystko jestem nieco lżejsza na duchu nie mając niepotrzebnych gratów "na głowie".

Udało mi się również zacząć nieco inaczej podchodzić do spraw rzeczy, które już posiadam. Jestem typową kolekcjonerką, wszystko przecież może się jeszcze przydać. Nieprawda. Posiadałam i nadal posiadam wiele ubrań, których prawdopodobnie już nigdy więcej nie ubiorę, skrawki kolorowych papierów, porozpoczynane zeszyty, pomięte kartki, niechciane prezenty... staram się regularnie i bez tak mocnego sentymentalnego podejścia pozbywać się tych rzeczy. Ubrania oddaję do kontynentów, trafią do osób, którym mogą się przydać, co lepsze oddaję w rodzinie lub staram się sprzedać. Kartki, gazety, czasopisma trafiają na makulaturę, zepsute rzeczy do kosza... i czuję się z tym znacznie lepiej. Jest to dopiero pierwszy krok w stronę tego, co minimalizmem jest naprawdę, ale i on sprawia już dużą satysfakcję.

W tym duchu podeszłam również do przygotowań na nowy rok szkolny. Nie kupowałam nowych przyborów, zeszytów, oprawek, jeśli tamte wciąż nadawały się do wykorzystania. Cóż, być może nie wygląda to tak szykownie, jakby mogło, ale to tylko rzeczy, które przecież nie mają żadnego wpływu na naszą naukę czy relacje z rówieśnikami, prawda?


I jak te postanowienia?


Początkiem lipca napisałam post Wakacyjna lista planów, w którym wymieniłam swoje postawienia na tegoroczne wakacje. Wizja późniejszego rozliczenia się z tych zadań na blogu miała pomóc mi się zmotywować.
Cóż...

Nie mogę powiedzieć, abym była z siebie niezadowolona, ale również nie mogę pochwalić się realizacją wszystkich punktów. Życie pisze swoje własne scenariusze, a akt zawierający wydarzenia od drugiej połowy lipca aż do ostatniego tygodnia sierpnia, do łaskawych dla mnie nie należał. Dużo pracy, kilka większych projektów, o których być może w przyszłości napiszę...

A jak Wam minęły wakacyjne dni tego roku? Wyjeżdżaliście czy spędziliście raczej w domu?
Raz jeszcze przypominam o możliwości podzielenia się swoją twórczością, o której napisałam we wstępie.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
Jula de Baden-Durlach

Czarno-białe plany lekcji do druku za darmo (2020/2021)

Czarno-białe plany lekcji do druku za darmo (2020/2021)

Plan lekcji do druku za darmo

Dzień dobry,
witam serdecznie. 

Nowy rok szkolny się oficjalnie rozpoczął. Każdy z nas chciałby wejść w nową sytuację jak najlżej, najłatwiej, bez zbędnych problemów, niejasności. Moim sposobem na to jest zapisywanie. Najchętniej zapisałabym wszystko. Wychodzę z założenia, że skoro jestem w stanie przelać jakąś informację na papier i nie muszę o niej pamiętać, mój umysł jest nieco bardziej uprzątnięty i gotowy do zapamiętywania rzeczy istotniejszych niż rozkład jazdy czy - jak w tym przypadku - plan lekcji.

Śledzę parę blogów powiązanych z grafiką. Większość z nich każdego roku publikuje swój zestaw planów lekcji do druku. Zawsze je skrupulatnie oglądam, zapisuję najbardziej interesujące... aby później móc wydrukować plany w formie tabeli pobrane ze strony szkoły. Przeważnie owe plany są pełne kolorowych, sporych rozmiarowo grafik i tu zaczyna się mój (i myślę, że nie tylko mój) problem. Drukarka. Moja drukarka ma już kilkanaście ładnych lat za sobą i niekiedy ma problem z wydrukowaniem kolorowanki dla brata. Udźwignięcie przez nią takiego planu byłoby bliskie cudu. Inną sprawą jest to, że często drukarki domowe są jedynie monochromatyczne, a więc co niektóre plany mogłyby prezentować się nieestetycznie w takim wydaniu.

Przychodzę dzisiaj z moją własną małą kolekcją planów, które możecie za darmo pobrać i wydrukować. Robiłam je pod możliwości mojej średnio zaradnej drukarki, a więc mam nadzieję, że Wasze również zdołają sobie z nimi poradzić.


Plan lekcji do druku za darmo

1) Plan w rozmiarze A4, w formie tabeli, zawiera miejsce na dziewięć jednostek lekcyjnych. Jest monochromatyczny.

Plan lekcji do druku za darmo

2) Plan w rozmiarze A4, w najczęściej spotykanej formie z miejscem na zapisanie dziewięciu lekcji. Jest w pełni czarno-biały, nie zawiera odcieni szarości. Dobrze prezentuje się wydrukowany na papierze koloru innego niż biały. Ja swój wydrukowałam na brązowym.

Plan lekcji do druku za darmo

3) Plan w rozmiarze A4, w podobnej do poprzedniego formie. Dodatkowo zawiera miejsce na zapisanie dzwonków. Posiada miejsce na zapisanie dziewięciu lekcji. Jest w pełni czarno-biały, nie zawiera odcieni szarości. Dobrze prezentuje się wydrukowany na papierze koloru innego niż biały. Ja swój wydrukowałam na szarym.

Link do pobrania za darmo w rozszerzeniu .png.


Mam nadzieję, że grafiki przypadły Wam do gustu, być może okażą się pomocne. Jak minęło Wam rozpoczęcie roku? Podobają się Wam Wasze nowe plany lekcji? Mój niestety jest dosyć ciężki, trzy razy kończę po 19. Jeszcze nie wiem, jak rozwiążę problem powrotów do mojej miejscowości.

Pozdrawiam,
Jula de Baden-Durlach

Rysuję już od 4 lat

Rysuję już od 4 lat

Surykatury

Dzień dobry,
witam serdecznie. 

Na przełomie lipca i sierpnia minęły dokładnie cztery lata od momentu, kiedy zajęłam się moim - że tak to górnolotnie ujmę - rozwojem artystycznym. W żadnym wypadku nie oznacza to, że wcześniej z rysunkiem i malunkiem nie miałam nic wspólnego. Prawdę mówiąc, przez te wszystkie lata, była to moja jedyna stała pasja. Już od najwcześniejszych lat mojego życia, zanim jeszcze poszłam do przedszkola, większość dnia potrafiłam spędzić przy biurku tworząc. Mijały lata, niekiedy miałam więcej, niekiedy mniej czasu, ale ciągle rysowanie pozostawało w centrum moich zainteresowań. I wtedy właśnie nadszedł moment opuszczenia klas nauczania początkowego i pójścia do klasy czwartej. Bądź co bądź, jest to dla dziecka duży stres - nowe obowiązki, nowi profesorowie... I tak właśnie się zdarzyło, że trafił mi się fatalny wręcz nauczyciel plastyki i techniki. Nie wchodząc w szczegóły, bo jest to historia zasługująca na osobny post, do tworzenia zniechęcił mnie całkowicie. Prace, które wykonałam w tym okresie, ponad te obowiązkowe, zapewne można zliczyć na palcach jednej ręki. Na szczęście po skończeniu podstawówki, jak za dotykiem magicznej różdżki, powróciłam do tego, co przecież dawało mi tak wielką radość. I na tych momentach chciałabym się dzisiaj skupić. Przychodzę z - nazwijmy to - podsumowaniem tych lat.


rok dwa tysiące szesnasty


Tutaj wszystko się zaczęło. Po powrocie znad morza, po prostu zaczęłam rysować... i to rysować w zatrważającej wręcz ilości, której już nigdy później nie udało mi się powtórzyć. Potrafiłam siedzieć i tworzyć kolejne prace od samego rana aż do zachodu słońca.

To, czego dotyczyły moje prace, bazowało w główniej mierze na projektowaniu postaci, ubioru, fandomie MLP i tym, co oglądałam na YouTube, a był to czas, kiedy artystyczna społeczność tam była zdecydowanie bardziej rozwinięta niż obecnie.

Byłam wówczas dosyć pewna, tego co robię. Widziałam spory postęp, który następował dosłownie z pracy na pracę, co w główniej mierze było skutkiem tego, że wcześniej moja jako tako wyćwiczona ręka, nic artystycznego robić nie potrzebowała i poniekąd zapomniała podstaw, np. trzęsła się, czego ustępowanie było wyraźnie widoczne.

Październikiem bądź listopadem założyłam konto w serwisie WattPad, gdzie w ramach tzw. ArtBook'a publikowałam swoje prace. "Książka" ta cieszyła się nawet niezłą, jak na moje ówczesne umiejętności, popularnością. Poznałam wówczas wiele innych osób, które również były w podobnym miejscu na swojej artystycznej drodze. Niestety nie mam z żadną z nich dzisiaj kontaktu.


rok dwa tysiące siedemnasty


Ten rok niewątpliwie rozpoczął się z przytupem - wyzwaniem Draw All Year, które koniec końców udawało mi się realizować przez ok. 4 miesiące. Dużo eksperymentowałam ze swoim stylem, różnymi przyborami artystycznymi, aż czerwcu lub lipcu założyłam bloga o tematyce artystycznej - SalamanDraw. Jego prowadzenie nie trwało zbyt długo, zwątpiwszy w swoje kompetencje, zamknęłam go po około dwóch miesiącach. Uważam, że była to dobra decyzja. Pisząc zaledwie parę postów, zdążyłam zrobić wiele, wiele błędów i podać kilka fałszywych informacji, które na szczęście nie dotarły do dużego grona odbiorców.

W październiku tego roku zaczęła się moja przygoda z Instagramem, na którym publikowałam swoje prace. Była to miła zmiana i czułam sporą satysfakcję, widząc, że ludziom podoba się to, co robię.


rok dwa tysiące osiemnasty


Rok 2018 rozpoczął się ukończeniem szkicownika nr 4 i rozpoczęciem kolejnego. W roku tym zrobiłam bardzo mało "konkretnych" prac, prym wiodły mniejsze bądź większe rysunki w mocno komiksowym stylu, tworzone bez głębszego kontekstu. Rysowałam sporo moich postaci i całkowicie oddałam się kreowaniu ich historii, których godzinami zmuszeni byli wysłuchiwać moi znajomi.

Rok ten jest też w pewien sposób przełomowy. Zaczęłam wówczas tworzyć prace, które do teraz podobają mi się i pod którymi nawet teraz nie wstydziłabym się podpisać. Oczywiście - nie są one idealne i widzę w nich wiele, wiele błędów, ale wydaje mi się, że mogę z czystym sumieniem nazwać je niezłymi.


rok dwa tysiące dziewiętnasty


2019 rok był - jak dotychczas - najmniej produktywnym ze wszystkich. Szkicownik o numerze 7 został szybko porzucony, a jego miejsce zajął nr 7.1, który ukończyć udało mi się dopiero w 2020 roku.

Końcem sierpnia założyłam moje obecne konto na Instagramie, które wystartowało bardzo mozolnie, czego odbicie do teraz widzę w zasięgach. Poszłam wówczas do liceum, a mój czas wolny został sporo skrócony. Prace, które stworzyłam w tym okresie, mimo, że jest ich skrajnie mało, podobają mi się, jestem z nich zadowolona. Myślę, że od tamtego czasu nie zrobiłam tak dużego postępu, jak na przestrzeni lat wcześniejszych.


rok dwa tysiące dwudziesty


Ten rok. Co prawda do jego końca brakuje całkiem sporo, ale jak do tego momentu, nieskromnie powiem, że jestem z siebie zadowolona. Do marca moje chęci do rysowania i w zasadzie robienia czegokolwiek były blisko zerowe, jednak kwarantanna dużo w tym temacie zmieniła. Mając nieco więcej czasu dla siebie i zdecydowanie mniej stresu spowodowanego kontaktem z niektórymi ludźmi, moja motywacja znacząco wzrosła (czego skutkiem jest również ten blog). 

Zaczęłam rozwijać swój styl i wychodzić poza moją strefę komfortu, czego skutkiem stały się prace niższej jakości, jednak to z nich jestem teraz najbardziej zadowolona. Na pojedynczy rysunek lub malunek poświęcam znacząco więcej czasu, robię sporo szkiców wstępnych, czego nigdy wcześniej nie robiłam.

Pracuję również nad zmianą mojego podejścia. Dotychczas jedynym, co dawało mi satysfakcję był wynik końcowy. Teraz staram się bardziej eksperymentować, pozwalać sobie na nieco więcej, cieszyć się samym procesem tworzenia, bo hej! to właśnie on zajmuje najwięcej czasu.


Można zapytać: co ten post w ogóle miał na celu? Przede wszystkim nie był on napisany, aby poprzechwalać się czy wywyższyć i zależy mi, aby nie był on w ten sposób interpretowany. Wydaje mi się, że jego głównym celem jest zebranie tych wszystkich informacji, które tu zawarłam, w jednym miejscu, do którego będę mogła wrócić w przyszłości. Ponadto myślę, że może on stanowić pewnego rodzaju inspirację. Początki są trudne, a rysowanie i malowanie, jak większość spraw wymaga czasu i zaangażowania. Mimo, że minęły cztery lata, z których jestem bardzo dumna, czuję, że jestem dopiero na początku drogi, którą muszę pokonać, aby osiągnąć poziom, na jakim mi zależy.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia,

Jula de Baden-Durlach

Za naszą wschodnią granicą - Białoruś

Za naszą wschodnią granicą - Białoruś

Białoruś

AP/Associated Press/East News

Nasze białoruskie Siostry i nasi białoruscy Bracia potrzebują naszego wsparcia. Jak zapewne większość z Was wie, Alaksandr Łukaszenka, zw. ostatnim dyktatorem Europy, ponownie (już po raz 6. z rzędu) "wygrał" "wybory" na Białorusi z "80%-owym" poparciem. Oczywiście wynik ten został sfałszowany, a w komisjach, w których głosy zostały uczciwnie policzone, jego główna kontrkandydatka - Swiatłana Cichanouska zdobyła poparcie ok. 70%, a w jednej z dzielnic Mińska - Nowej Borowej było to aż 90% wszystkich głosów (Łukaszenka zdobył 3%). Obecnie przebywa ona wraz z dziećmi na Litwie, a jej mąż - Siergiej Tichanowskij jest więźniem politycznym na Białorusi. Litwa, która zamknęła swoje granice w czasie pandemii, "w związku z rozwojem sytuacji na sąsiedniej Białorusi" ponownie otworzyła je dla Białorusinów - w szczególności dla tych, którzy muszą dostać się do Unii Europejskiej "w specjalnych celach humanitarnych".


Obecnie na Białorusi trwają protesty. Protestuje cały kraj. Część państwa była odcięta od Internetu oraz możliwości wykonywania połączeń telefonicznych. Teraz występują zakłócenia w pobliżu strajków. Milicja - OMON brutalnie tłumiła bądź tłumi protesty. Na tę chwilę mówimy o 7 tyś. zatrzymanych, niezliczonej liczbie pobitych oraz 2 ofiarach śmiertelnych - o tylu przypadkach oficjalnie wiemy.

W owych 7 tysiącach ludzi są zarówno pokojowi protestujący, jak i osoby, które wracały po pracy do domu, wyszły z kawiarni zapalić papierosa czy do sklepu po mleko. Ludzie zaczęli znikać i nikt nie wiedział co się z nimi działo. Byli przewożeni do więzień, gdzie na małych powierzchniach stali bez jedzenia, wody przez dni. Byli bici, torturowani. Gdy zostawali wypuszczani i udawali się do lekarzy, ci stwierdzali, że czegoś podobnego w życiu nie widzieli. Nie wiadomo ilu ludzi koszmar nadal trwa.

Media publiczne o całej sytuacji wypowiadają się dosyć skąpo. Rządy państw świata odwracają wzrok, dokładnie tak, jak wtedy, gdy Polska potrzebowała pomocy, która nigdy nie nadeszła. Mateusz Morawiecki wraz z poparciem Donalda Tuska zaapelował o zwołanie unijnego szczytu w sprawie Białorusi. Ten jednak spotkał się z odmową UE.
W Internecie ludzie szerzą nienawiść, mówią, że nie jest to ich sprawa, porównują sfałszowany na ogromną skalę wynik Łukaszenki do być może sfałszowanych wyborów Polskich... Serdecznie zachęcam, a wręcz apeluję o śledzeniu informacji w tym temacie na różnych portalach oraz mediach internetowych (szczególnie przydatny może okazać się Twitter). Jeżeli możesz dołożyć swoją cegiełkę, zostawiam tutaj link do zbiórki fundacji Białoruski Dom w Warszawie. Pomoc ze strony zwykłych obywateli również ma znaczenie. To, czego teraz potrzebują nasi sąsiedzi to świadomość i rozgłos. Rozmawiaj ze swoją rodziną, znajomymi. Jeśli prowadzić bloga - zachęcam Cię to napisania posta w tym temacie. Jeśli chcesz, możesz na pisać o tym na Instagramie czy w innych mediach.

Białoruś jest w ścisłej czołówce krajów, w których łamane są prawa człowieka, takie jak prawo do wolności słowa, prawo do zrzeszania się, ograniczenie dostępu do mediów dla przedstawicieli opozycji, przetrzymywanie więźniów sumienia i więźniów politycznych. Przede wszystkim Białoruś jest ostatnim krajem w Europie, w którym kara śmierci pozostaje legalna, tym samym łamiąc pierwsze i najważniejsze prawo I generacji - prawo do życia. Egzekucje odbywają się poprzez rozstrzelanie, są niepubliczne. Miejsce pochówku jest objęte tajemnicą państwową, rodziny skazanych informuje się jedynie o samym fakcie wykonania wyroku.

Graficzne przedstawienie ilości wykonanych egzekucji na Białorusi na przestrzeni lat (Alaksandr Łukaszenka objął władzę w 1994 roku):

Kara śmierci na Białorusi


Dane pochodzą z 2009 r., nie udało mi się znaleźć nowszych. Nie pewna jest rzetelność ukazanych na powyższym wykresie informacji (nie pewne jest, czy wszystkie egzekucje zostały upublicznione).

To, co udało mi się dzisiaj napisać jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej, pobieżnym zebraniem informacji. Jeszce raz proszę o zainteresowanie się tematem, poszukanie informacji na własną rękę. Czara goryczy przelała się w tamtą niedzielę, chociaż prawdą jest, że nasi wschodni sąsiedzi, bracia potrzebują pomocnej ręki od wielu, wielu lat. Już najwyższy czas im ją podać.

Tutaj znajduje się film z kanału Trener Lilka, prowadzonego przez Białorusinkę mieszkającą w Polsce.

A tu znajduje się zapis transmisji "live" z dzisiaj z tego samego kanału.


Jula

Głównie zdjęcia

Głównie zdjęcia

Surykatury Jula Durlach

Dzień dobry, 
witam serdecznie. 

Od końca ubiegłego miesiąca wiele rzeczy nie układa się w sposób, w jaki bym sobie życzyła. I tak począwszy od dwutygodniowego ekstremalnego remontu w domu, który w głównej mierze opierał się na naprawianiu tego, co zostało zrobione niepoprawnie przez robotników na etapie budowy, przez opiekę nad dwulatkiem i miesięcznym dzidziusiem chrzestnej przez prawie tydzień (nikt, jak oni nie potrafi wyssać energii z człowieka), skończywszy na przeziębieniu, które obecnie mi doskwiera. Uwierzcie mi - nie ma nic gorszego jak jakakolwiek choroba grypopodobna w dobie pandemii koronawirusa...

Właśnie - wirus. Ciekawy w ostatnich dniach (względem momentu, w którym piszę tę notkę) temat. Prawdopodobnie z dniem 1 września powrócimy do szkół. Uważam to posunięcie za niezwykle ryzykowne. Wciąż liczba zakażonych rośnie, a przecież szkoły to nic innego, jak skupiska paru setek ludzi pochodzących z różnych rejonów miasta. Czy w momencie, kiedy okaże się, że jedna osoba w klasie jest chora, pozostałe dwadzieścia parę/trzydzieści parę osób plus ich rodziny pójdą na przymusową, dwutygodniową kwarantannę? Z drugiej jednak strony, niektóre kraje zadecydowały o powrocie jeszcze końcem tamtego roku szkolnego.

Dla rozluźnienia atmosfery, w dalszej części postu wstawiam zdjęcia, które zrobiłam na przełomie wiosny i lata, a które szczególnie przypadły mi do gustu. Chciałabym zaznaczyć, że jestem totalną amatorką, chociaż nie ukrywam - widzę postęp, którego dokonałam na przestrzeni ostatnich miesięcy. Na razie nie mam ani sił, ani ochoty pisać czegokolwiek konkretniejszego, bardziej wymagającego, jednak mam nadzieję, że jak tylko się uporam z moim stanem zdrowia, wrócę do regularności. Życzę miłego oglądania.

Surykatury Jula Durlach

Surykatury Jula Durlach

Róża jadalna pochodząca z naszego ogrodu. Osobiście uwielbiam smak jej płatków, chociaż nigdy nie próbowałam ich inaczej niż na surowo (nie ma ich wystarczająco dużo).

Surykatury Jula Durlach

Podoba mi się kontrast pomiędzy liśćmi tej rośliny, a zrębkami.

Surykatury Jula Durlach

Surykatury Jula Durlach

Surykatury Jula Durlach

Surykatury Jula Durlach

Surykatury Jula Durlach

Parę zdjęć z serii mokre rośliny. Nigdy wcześniej nie miałam na tyle dobrego sprzętu, by uchwycić takie detale jak krople deszczu czy rosy, a muszę przyznać, że klimat, jaki dodają one fotografii jest niesamowity.

Surykatury Jula Durlach

Salamandra. Jest ich, z wiadomych przyczyn, w mojej okolicy coraz mniej, choć co jakiś czas można spotkać pojedyncze osobniki. Ten jest jedynym, który - jak do tej pory - udało mi się spotkać w tym roku.

Surykatury Jula Durlach

Joł.

Jula

Copyright © Surykatury , Blogger