Letnie sumy pospolite (czerwiec-sierpień)


Z dnia na dzień Słońce chyli się ku zachodowi coraz wcześniej, jabłka dojrzewają, a trawa straciła swój soczysty blask, przyoblekając się w cieplejsze odcienie. Lato dobiega końca, by jesień mogła przygotować nas na długie noce pod zmarznięty niebem...

Zaledwie dwa tygodnie temu rozpoczął się nowy rok szkolny, a już jestem w stanie odczuć, jak kolejne - przecież tak cenne - godziny uciekają mi przez palce, w tym samym czasie musząc wybierać pomiędzy zadaniami pierwszorzędnymi i pierwszorzędniejszymi. To niematerialne paliwo, które zachęcało mnie do robienia czegokolwiek, jakby nagle skończyło się. Nawet podczas przerw na przyjemności, coś z tyłu głowy podpowiada mi, że nie mogę w spokoju odpocząć, kiedy kolejne zadania czekają, a deadline się zbliża. Pomimo tego wszystkiego czuję, jakby moja głowa była otwarta jak nigdy wcześniej, dlatego wracam z sumami, których formę chciałabym zmienić.

Chciałabym, aby była to swojego rodzaju seria, która - jak dotychczas - pojawiałaby się cyklicznie co miesiąc bądź parę, ale w której - w ramach ulubieńców - mogłabym polecić, skomentować Waszą twórczość, licząc na to, że ktoś z czytelników Surykatur również mógłby się nią zainteresować. Jeżeli piszesz, robisz zdjęcia, rysujesz, śpiewasz, tańczysz... robisz cokolwiek, czym chciałbyś się podzielić, napisz o tym w komentarzu pod tym postem, bądź jak wolisz - na maila drzdrzazga@gmail.com. Mam nadzieję, że taka forma okaże się dla Was ciekawa.

Tymczasem przejdźmy do klasycznych

letnich sumów pospolitych.


Surykatury

Sport: rower

Przełomem lipca i sierpnia, po ponad dwóch latach niemożności jeżdżenia na rowerze, kupiliśmy jeden. O wspólnych przejażdżkach nie nie ma jeszcze mowy, ale miło raz na jakiś czas wsiąść na rower i oderwać się od tego wszystkiego, co nas otacza, co mąci nasze myśli. Zawsze, gdy jeżdżę, towarzyszy mi niesamowite uczucie niezależności, powiedziałabym nawet, że swojego rodzaju wolności. Jest naprawdę miło. Nie ważny jest dla mnie cel czy dystans. Gdy się zmęczę, zawsze mogę wrócić, jednak mogę się pochwalić, że moim dotychczasowym rekordem i niejako powodem do dumy są okrągłe 64 kilometry (i liczne poparzenia słoneczne), będące moją pierwszą aktywnością po półrocznym, kwarantannowym odpoczynku.

Nigdy nie lubiłam sportu, bezsprzecznie jestem po prostu nie sprawna fizycznie i wiem, że jest to opis wielu młodych ludzi. Teraz, po pół roku zamknięcia w domu, po pół roku bez dojazdów i powrotów do szkoły, bez lekcji wychowania fizycznego, widzę jak ważny jest ruch. Jakikolwiek. Dlatego zachęcam Was do znalezienia jakiejś aktywności, której wykonywanie sprawi Wam przyjemność. Wydaje mi się, że uniwersalną opcją może być właśnie rower. Nie jest on tak bardzo męczący, jak np. bieganie i dużej części społeczeństwa może sprawić on po prostu radość. W wielu miejscach rower można wypożyczyć w specjalnych punktach, chociaż pożyczenie go od znajomego również wydaje się być dobrym pomysłem. Ważne jednak jest zwrócenie uwagi na prawidłowe ustawienie siodełka, kierownicy i w miarę możliwości, dobranie odpowiedniej ramy. Podwyższy to nasz komfort oraz będziemy w stanie przejechać większy dystans, nie męcząc się.

Muzyka: Wintersun

Muzyka stanowi dla mnie odpoczynek od rzeczywistości, którego żadnym innym medium zastąpić nie potrafię. Światy te nieustannie przeplatają się, a wciąż są tak od siebie tak odległe. Jeżeli zaglądacie na Surykatury dosyć regularnie, a przynajmniej nie po raz pierwszy, być może mogliście zauważyć, w jakich gatunkach gustuję. Moim pewnego rodzaju dyskomfortem jest to, że nie znam nikogo, kto podzielałby moją pasję do tego typu brzmień, dlatego moje odkrywanie nowych nurtów, wykonawców jest dosyć mozolne.

Wintersun słyszałam już dawno, a o Jarim Mäenpää - wokaliście i gitarzyście tego zespołu wspominałam nawet na blogu przy okazji tego wpisu. Parę razy zabierałam się za przesłuchanie choć paru utworów, ale niesamowicie zniechęcał mnie ich czas trwania (przeciętny trwa około 10 minut) i Beyond The Dark Sun, które poszło na pierwszy ogień, a które mnie nie zachwyciło. Jest przeciętne. Po odleżakowaniu, wróciłam do Wintersun początkiem sierpnia i się absolutnie zakochałam.

Wintersun

Wintersun jest fińskim zespołem założonym w Helsinkach w 2004 roku. Gra muzykę na pograniczu melodic, symphonic, viking i death metalu. Początkowo był to projekt jedynie Jariego Mäenpää, który samodzielnie skomponował i nagrał pierwszą płytę - WintersunWspomagany był jedynie przez perkusistę, Kaia Hahto. Następnie, w 2012 roku - już wraz z zespołem - została wydana płyta Time I, która urzekła swoim brzmieniem i do dziś uznawana jest za najlepszy twór formacji. W 2017 roku wydany został album The Forest Seasons, który osiągnął pierwsze miejsce w The Official Finnish Charts i drugie w zestawieniu Top Heatseekers (w przypadku poprzedniej płyty były to kolejno miejsce 2. i 4.), jednak nie jest on już tak szanowany jak swój poprzednik.

Serdecznie zachęcam do przesłuchania. Myślę, że najlepszym doznaniem byłoby przesłuchanie właśnie płyty Time I, jednak podam tutaj również kilka co ciekawszych utworów:


Muminki

Tak, Muminki.

Kojarzę ten tytuł, jak zapewne większość, z dzieciństwa, jednak z Muminkami poznałam się nieco bliżej dopiero w ostatnich miesiącach. Jestem absolutnie zauroczona zarówno książkami Tove Jansson, jak i adaptacją filmową koprodukcji japońsko-fińsko-holendersko-francuskiej (czyli tą najbardziej znaną, innych jeszcze nie miałam okazji poznać). Niesamowicie podoba mi się magiczna wręcz Dolina Muminków, wspaniale wykreowane postacie oraz klimat, który na myśl przywodzi mi piękne, pełne życia i przyrody pola Finlandii. Daje on swojego rodzaju wewnętrzny spokój, harmonię. Koi.

Już za niedługo, za niecały miesiąc premierę będzie miał film Tove będący biografią autorki Muminków. Zamierzam się na niego wybrać do kina i napisać nieco więcej o roli, jaką odegrały (a być może nadal odgrywają) te urocze trolle.
Być może słyszeliście już o tej produkcji. Planujecie się  na nią zapoznać?

Muminki Tove
Kadr z serialu Muminki.


Namiastka minimalizmu

Nieco trudno pisać mi o minimaliźmie, kiedy nadal mieszkam z rodzicami i tak naprawdę nie mam wpływu na to, co kupują, jednak teraz, gdy idę na zakupy, patrzę na wszelkie produkty z nieco większego dystansu. Zastanawiam się czy ten przedmiot, który chcę zakupić na pewno jest mi potrzebny. Dzięki temu zaoszczędzam, nieco mniej przyczyniam się do zanieczyszczania się naszej planety, a przede wszystko jestem nieco lżejsza na duchu nie mając niepotrzebnych gratów "na głowie".

Udało mi się również zacząć nieco inaczej podchodzić do spraw rzeczy, które już posiadam. Jestem typową kolekcjonerką, wszystko przecież może się jeszcze przydać. Nieprawda. Posiadałam i nadal posiadam wiele ubrań, których prawdopodobnie już nigdy więcej nie ubiorę, skrawki kolorowych papierów, porozpoczynane zeszyty, pomięte kartki, niechciane prezenty... staram się regularnie i bez tak mocnego sentymentalnego podejścia pozbywać się tych rzeczy. Ubrania oddaję do kontynentów, trafią do osób, którym mogą się przydać, co lepsze oddaję w rodzinie lub staram się sprzedać. Kartki, gazety, czasopisma trafiają na makulaturę, zepsute rzeczy do kosza... i czuję się z tym znacznie lepiej. Jest to dopiero pierwszy krok w stronę tego, co minimalizmem jest naprawdę, ale i on sprawia już dużą satysfakcję.

W tym duchu podeszłam również do przygotowań na nowy rok szkolny. Nie kupowałam nowych przyborów, zeszytów, oprawek, jeśli tamte wciąż nadawały się do wykorzystania. Cóż, być może nie wygląda to tak szykownie, jakby mogło, ale to tylko rzeczy, które przecież nie mają żadnego wpływu na naszą naukę czy relacje z rówieśnikami, prawda?


I jak te postanowienia?


Początkiem lipca napisałam post Wakacyjna lista planów, w którym wymieniłam swoje postawienia na tegoroczne wakacje. Wizja późniejszego rozliczenia się z tych zadań na blogu miała pomóc mi się zmotywować.
Cóż...

Nie mogę powiedzieć, abym była z siebie niezadowolona, ale również nie mogę pochwalić się realizacją wszystkich punktów. Życie pisze swoje własne scenariusze, a akt zawierający wydarzenia od drugiej połowy lipca aż do ostatniego tygodnia sierpnia, do łaskawych dla mnie nie należał. Dużo pracy, kilka większych projektów, o których być może w przyszłości napiszę...

A jak Wam minęły wakacyjne dni tego roku? Wyjeżdżaliście czy spędziliście raczej w domu?
Raz jeszcze przypominam o możliwości podzielenia się swoją twórczością, o której napisałam we wstępie.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
Jula de Baden-Durlach

7 komentarzy:

  1. Nie oglądałam tej produkcji. Ja też staram się wprowadzić trochę minimalizmu co jest trudne z moją sentymentalnością.
    Ja trochę jeździłam w wakacje, po Belgii i Polsce ale bez szału (byłam tylko nad morzami :p)
    POWODZENIA W SZKOLEEEEE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i Tobie również życzę powodzenia na studiach! Muminki serdecznie polecam zobaczyć, nawet z czystej ciekawości, bo podłoże fenomenu tych opowiadań jest naprawdę interesujące. Minimalizm ciężka sprawa jednak haha...
      Pozdrawiam!!! ♥

      Usuń
  2. Ojej uwielbiam rower przez cały lipiec i sierpień na nim zasuwałam dzięki czemu teraz widzę swoje nogi w bardziej korzystniejszym świetle :D Muminki oglądałam ale nigdy nie rozumiałam fenomenu Buki w końcu nie była taka zła albo jedyni ja się jej nie bałam w przeciwieństwie do innych dzieci z przedszkola :)
    by-tala.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też uwielbiam rower, to super opcja na aktywność na świeżym powietrzu. Zdecydowanie wolę to niż ćwiczenia na macie ze znanymi trenerkami. Jeśli chodzi o muzykę to nie znam tego zespołu, ale z chęcią sprawdzę ich twórczość. Muminki kojarzę z dzieciństwa, ale szczerze niewiele pamiętam z tej bajki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rowery są również popularne we wszystkich miastach w moim kraju. Ruq młody wiek na rowerze prawie codziennie od epidemii w moim kraju.

    Niestety Muminki nie były jeszcze pokazywane w moim kraju, więc nie rozumiem tego filmu.

    Pozdrowienia z Indonezji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w tym roku skupiłam się na stretchingu i to jest coś, co zdecydowanie sprawia mi satysfakcję i poprawia humor. Muminki wiem, że pojawiały się gdzieś od czasu do czasu na telewizorze w moim dzieciństwie, ale raczej nie miałam okazji bliżej się z nimi zapoznać. Prawie w ogóle ich nie pamiętam. Też staram się wprowadzać trochę minimalizmu u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muminki przestalam jako dziecko ogladac, gdy zobaczylam Buke i sie wystraszylam hahah
    dorey-doorey.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Surykatury , Blogger